Po wyjątkowo chłodnym styczniu także początek lutego przynosi pogodowe zaskoczenia. Po pięciu dniach miesiąca na północnym wschodzie kraju notowane są temperatury nawet o około 13 st. C niższe od średniej z lat 1991–2020. Na południu odchylenia są mniejsze, bo pojawiają się już oznaki odwilży, jednak również tam wartości pozostają poniżej normy.
Najbliższe dni mają upłynąć pod znakiem wyraźnej „huśtawki”. Po cieplejszym piątku w weekend nadejdzie ochłodzenie, a nocami mróz na północnym wschodzie może sięgać nawet -20 st. C. Pojawią się też opady śniegu — nie będą intensywne, ale w wielu miejscach krajobraz ma się zabielić. Z kolei w połowie przyszłego tygodnia prognozowana jest mocniejsza odwilż: po silnym mrozie temperatury mają wzrosnąć aż do około 10 st. C, czemu towarzyszyć będzie większa ilość deszczu oraz silniejszy wiatr.
W ostatnim czasie część prognoz sugerowała, że po tej zmienności w połowie lutego może nadejść kolejna, bardzo silna fala mrozów — nawet bardziej dotkliwa niż wcześniejsze. Obecnie jednak prawdopodobieństwo takiego scenariusza oceniane jest jako bardzo niskie. Około Walentynek spodziewany jest powrót zimowej aury, ale raczej bez skrajności: bardziej realny jest kilkudniowy okres z mrozem utrzymującym się przez całą dobę, lokalnie spadającym poniżej -10 st. C. Średnio może być wtedy o 1–3 st. C chłodniej niż zazwyczaj, a jednocześnie — w przeciwieństwie do stycznia — rośnie szansa na częstsze i silniejsze opady śniegu na przeważającym obszarze kraju.
Bez większych zmian pozostają też przewidywania dotyczące trzeciej dekady lutego i początku marca. Najbardziej prawdopodobny wariant to temperatury w okolicach normy lub nieco poniżej niej, przy jednocześnie wysokich jak na zimę sumach opadów. Oznacza to kontynuację przeplatania się epizodów mroźnych i śnieżnych z okresami wyraźnie cieplejszymi. Na ten moment wszystko wskazuje również, że najzimniejsze dni tej zimy są już za nami, choć do końca sezonu pozostaje jeszcze sporo czasu.

